Katarzyna Siwka-Kwapis
FOTOGRAFICZNIE KOBIECA

Nie zaczęło się od fotografii.
Zaczęło się od momentu, w którym przestałam umieć patrzeć na siebie z czułością.
Od lat żyłam w porównywaniu się do innych, do życia – „kiedyś było lepiej”, „co ze mną nie tak”. W myśleniu, że może gdybym wyglądała inaczej, ważyła mniej, bardziej się pilnowała, to w końcu poczułabym się ze sobą dobrze. Od zawsze byłam dziewczyną „nie w tym rozmiarze”. Później przyszły ciąże, zmiany, dodatkowe kilogramy, a gdzieś po drodze – depresja. I był taki czas, kiedy naprawdę nie chciałam na siebie patrzeć.
A najbardziej paradoksalne jest to, że pokochałam siebie wtedy, kiedy wyglądałam – w mojej głowie – najgorzej w życiu.
Nie schudłam, nie „ogarnęłam się”, nie zmieniłam się w wersję idealną. Zmieniło się coś zupełnie innego – przestałam siebie opuszczać, zaczęłam czuć się bezpiecznie ze sobą. Zamiast walczyć z ciałem, zaczęłam być po jego stronie, traktować je jak swój dom i sojusznika. Zamiast pytać „dlaczego ja?”, zaczęłam pytać „czego potrzebuję?”, zamiast myśleć „że kiedyś było lepiej”, zaczęłam myśleć „jak jest tu i teraz”.
I wtedy zrozumiałam, że akceptacja nie przychodzi wtedy, gdy ciało w końcu spełni nasze oczekiwania. Ona przychodzi wtedy, gdy zaczynamy traktować siebie jak sojusznika.
Pamiętam moment, w którym pomyślałam: skoro ja – z całym swoim bagażem, historią, zmęczeniem, nadwagą i wstydem – mogłam stanąć po swojej stronie, to każda kobieta może!
I tak zaczęłam fotografować kobiety.
Na początku chciałam po prostu pokazać im, jak są piękne niezależnie od rozmiaru, wieku, etapu życia.
Chciałam, żeby zobaczyły to, czego same w sobie nie widzą, o czym często zapominają w codziennym biegu. Z czasem zaczęłam zauważać coś znacznie ważniejszego, że one wychodzą z sesji odmienione – nie dlatego, że mają dobre zdjęcia – tylko dlatego, że coś w nich kliknęło.
Często słyszałam: „Zdjęcia już nie są najważniejsze”.
Albo: „Dostałam coś więcej, niż się spodziewałam”.
I wtedy dotarło do mnie, że to nigdy nie były „tylko zdjęcia”. To był proces, akceptacja, bezpieczna przestrzeń, rozmowa, zatrzymanie się, spotkanie z ciałem bez presji. Zobaczenie siebie bez poprawiania, bez napinania brzucha, bez udowadniania czegokolwiek.
Dziś wiem, że nie jestem tylko fotografką, pracuję z kobietami poprzez fotografię, ale to, co naprawdę robię, to prowadzę je w powrocie do siebie.
Jestem przewodniczką, ale też lustrem – bo byłam dokładnie w tych miejscach, w których Ty jesteś teraz. W miejscu wstydu, w miejscu kontroli, w miejscu porównywania się i myślenia, że „inne mają lepiej”.
Dziś nie mam idealnego ciała, ale mam piękną relację ze sobą. I stoję za sobą murem.
Tworzę przestrzeń:
w której nie musisz być mniejsza, lepsza ani bardziej gotowa,
w której możesz przestać się poprawiać i zacząć siebie słuchać,
w której możesz przyjść dokładnie taka, jaka jesteś – zmęczona, silna, zagubiona, w procesie.
w której może być autentyczna i nie oceniana
Jeśli tu jesteś, możliwe, że coś się w Tobie już obudziło.
A ja mogę przejść ten moment razem z Tobą.